Isla de Lobos – kanaryjska Wyspa Wilków

by

    Po przyjemnych chwilach spędzonych w Corralejo, w końcu wyruszyliśmy małym promem na Wyspę Wilków. Isla de Lobos to maleńka wysepka o powierzchni 4,58 km². Jest niezamieszkałą wyspą położoną między Fuerteventurą a Lanzarote.  A dlaczego zwą ją Wyspą Wilków? Nazwa jej wzięła się od mniszki śródziemnomorskiej (lobo marinowilk morski), która licznie gościła na wyspie do początku XIX w. Potem została ona przepędzona przez miejscowych rybaków. 

Isla de Lobos

Naszą przygodę z Isla de Lobos rozpoczęliśmy już na statku. To z pokładu jego mogliśmy z daleka podziwiać kształty wyspy, a przy brzegu zapoznać się z licznymi gatunkami ryb pływającymi w tej turkusowej wodzie.

Isla de Lobos

IMG_20160324_094939

 

Isla de Lobos – kanaryjska Wyspa Wilków

Odległość między północnym krańcem Fuerteventury a Isla de Lobos to zaledwie 2km. Nasze bilety na prom kupiliśmy w porcie w Corralejo. Koszt takiej wycieczki to 15€ w obydwie strony. Jeżeli chcielibyście tak jak my popływać łodzią przy brzegu wyspy aby zobaczyć jak wygląda dno oraz spojrzeć na te wszystkie pływające stworzenia, to należy dopłacić dodatkowo 3€. 

Isla de Lobos

Gdy wysiedliśmy z promu zbytnio nie wiedzieliśmy, w którym kierunku mamy się udać. Wybór był dość prosty,  bo mogliśmy pójść w lewo lub prawo. Pomocne także okazały się drogowskazy, więc wyruszyliśmy w prawo w kierunku jedynej wsi na wyspie.

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Puertito to maleńka wioska z zaniedbanymi, opuszczonymi domostwami. Jest tutaj także jedna restauracja, w której na chwilę mogliśmy zagościć 🙂

Isla de Lobos

Po kilkunastu minutach wyczekiwania kogoś z obsługi restauracji, Michał postanowił złożyć zamówienie osobiście (punkt obsługi restauracji znajduje się na przeciwko w innym budynku). Wyobraźcie sobie, że z głodnym brzuchem siedzicie pośród ludzi zajadających się rybami i owocami, wyciągniętymi rano z oceanu, a wspaniałe zapachy roznoszą się w budynku jak i poza nim. Po chwili dostajecie informacje, że wszystkie dania należy zamówić do godziny 11-tej, i nie ma możliwości kupienia choćby kawałka chleba.

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Nie miałam wcześniej planów aby gościć w restauracji na tej wyspie. Nasz błąd był taki, że nic ze sobą nie zabraliśmy do jedzenia. Gdy widzi się takie świeże ryby oporządzane i przyprawiene, gdy jest się świadomym tego, że za chwilę będą smażyły się lub grillowały, człowiek zaczyna wymyślać czego by tu nie zjadł, na co ma największą ochotę, czego dawno nie próbował itp. A co zrobić gdy głód doskwiera coraz bardziej? Co zrobić gdy jest się na wyspie, na której można kupić tylko wodę i piwo? 😀 Trzeba wyruszyć dalej i zapomnieć o tym strasznym głodzie!

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Widoki podczas spaceru wynagrodziły wszystko to, co mi dokuczało. Zapomniałam o pustce w żołądku i delektowałam się nie tylko krajobrazami lecz także gorącym słońcem.

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Zwiedzanie wyspy zajęło nam ponad dwie godziny. Choć nie zobaczyliśmy wszystkich zakątków to i tak byliśmy bardzo zadowoleni z tej wyprawy. Odpoczęliśmy kilka chwil na plaży Playa de la Concha  (zwaną także Caleta). Jest to jedno z miejsc na wyspie, gdzie można spotkać większe grupy ludzi. Podczas naszego dwugodzinnego spaceru szlakami wyspy, spotkaliśmy zaledwie cztery osoby.

Isla de Lobos

Isla de Lobos

Na Isla de Lobos prowadzone są nadal prace archeologiczne. Jest na Wyspie Wilków kilka takich miejsc jak poniżej na zdjęciu. Przy niektórych z nich można znaleźć konkretne informacje na temat prowadzonych prac.

Isla de Lobos

Czas nas gonił. Choć nie chciało nam się ruszać z tego złocistego piasku, to świadomi tego, że mamy przedoostatni prom, musieliśmy zmobilizować się i wyruszyliśmy w kierunku maleńkiej przystani. Dobrze, że w Corralejo w pobliżu portu znaleźliśmy restaurację z wolnym stolikiem. Nie mogło być inacze…na kolację zjadłam największą rybę, jaką do tej pory mogłam skonsumować  🙂